poniedziałek, 20 kwietnia 2015

W nocy przy Brodce

Czuję się koszmarnie...
Wstałam rano, tylko dlatego, ze miałam wyjść z psem. Od razu wiedziałam, że coś jest NIE TAK. Ubranie się zajęło mi chyba jakieś 15 min. Tyle samo co spacer. Jak wróciłam byłam tak przerażająco zmęczona, równocześnie tak bardzo nie chciało mi się kłaść, że poszłam na kompromis i usiadłam. Głowa mnie lekko bolała, samopoczucie na poziomie 5%. Ehh...
Nie potrafię tego uczucia opisać. Jakbym  była chora, będąc zdrowa. Usiadłam przed kompem, Obejrzałam jakiś głupi filmik, weszłam na bloga Banshee. Nic-a-nic mnie nie interesowało, równocześnie w ogóle nie zamierzałam odejść od ekranu. Odciągnął mnie głód. Poszłam do kuchni, rodzice jedli śniadanie, mama powiedziała, że mam sobie parówki nałożyć, mam bułkę i herbatę. Cały dzień siedziałam w łóżku, przed kompem, męcząc się i myśląc "Co do cholery jasnej jest?". Do tej pory nie znam odpowiedzi. Ok. godziny 13 (?) zajęłam się scenariuszem do szkoły. Z tym jest związana inna dłuuga historia, której mi się po prostu NIE CHCĘ opowiadać. No a wracając do scenariusza, to musiałam go poprawić, bo napisał go ktoś, kto najwyraźniej w ogóle nie czytał tego co pisze. Scenariusz przeszedł 3 poprawki całkowite. Ja miałam na poniedziałek zrobić wersję ostateczną. No, zaczęłam popołudniu, a skończyłam ok. 22. Zrobiłam sobie "malutką" przerwę. Tia... Jak skończyłam miałam iść spać, ale tak jakoś zachciało mi się obejrzeć Zaplątanych. Heh. Teraz słucham sobie Monikę Brodkę, i przy okazji głoduję. Pisząc to zachciało mi się płakać. Bóg wie dlaczego.
Jak widzisz, nie jestem dzisiaj w najlepszym stanie. 
Po prostu ja

niedziela, 5 kwietnia 2015

Wszyscy piszą "Wszystkiego najlepszego..." bla, bla, bla, mnie to NUDZI.
Jak wszyscy wiedzą, święta Wielkanocne tuż, tuż (właściwie to dzisiaj). U mnie to odbywa się trochę inaczej, niż zwykle, bo w tym roku przyjeżdża rodzina szwagra. Znam (prawie) wszystkich, i bardzo ich lubię, a najbardziej dwie, słodkie, identyczne bliźniaczki - Tosia i Zosia. Goście przychodzą za trzy godziny, a u nas jedyną rzeczą która nie jest gotowa jest jedzenie. Zresztą, już 1/3 obiadu JEST gotowa. Przed chwilą skończyliśmy ustawiać  stoły, i dopiero teraz znalazłam chwilę odpoczynku. Chociaż w kuchni wszyscy jeszcze się krzątają, ale u nas (w przeciwieństwie do innych rodzin) atmosfera nie jest spięta. Tylko w Boże Narodzenie jest pewien  stres wyczuwalny w powietrzu. Na Wielkanoc tak nie jest. 
Gdy wczoraj przyjechała druga babcia (pierwsza przyjechała w piątek) zjedliśmy kolację, i biesiadowaliśmy do późna. Ponieważ mi się trochę nudziło, wzięłam pierwszą lepszą książkę z półki którą okazała się być książka "Nieznane Przygody Mikołajka", której nigdy nie czytałam i strasznie mi się spodobała, no bo, co, kurczę blade!
Na dzisiaj to już koniec, bo nie mam nic więcej do opowiedzenia.
                                                                                Xenia
                                                   Czerwińska 

czwartek, 2 kwietnia 2015

Nie było mnie długo, a długo!

Hej!

Ogólnie, to mam bardzo dużo do opowiedzenia, ale nie chce mi się długo pisać i nie wiem jak to wyjdzie.
Dzisiaj udostępniłam mojego bloga na Zszywka.pl, jak na razie nikt nie zareagował na to dobrze. Nawet myślę sobie "Czemu niby..? Czemu mnie nie tolerują..?", ale zaraz potem, zauważam swoje zachowanie i uderzam się w łeb.

 Wczoraj przyszły do mnie wreszcie, długo wyczekiwane cienkopisy. Dostałam je w paczce po 24, i są tam wszystkie kolory tęczy!

Postanowiłam, że wreszcie zrobię ten wielki dla mnie krok, i kupię DOBRĄ kamerę. Zobaczyłam ją na stronie MediaMarkt, i mi się straaasznie spodobała.

Kamera CANON HF R506 .


Zaczęłam robić komiksy, i wstawiać je do internetu. Mam pierwsze 3 odcinki z serii "Sowa, której znudziło się życie", wstawiłam je już na Komixxy.pl i na Zszywka.pl.

Tego samego dnia, kiedy dotarły do mnie cienkopisy, kupiłam sobie w Tigerze 4 kauczukowe piłeczki. A ponieważ było Prima Aprilis, postanowiłam zrobić komuś kawał.
Moja klasa była w kinie tego dnia, ale mi się nie chciało iść. Mieli skończyć film ok. 13 coś. Chciałam zrobić im kawał, który polegał na tym, że kiedy oni będą wychodzili z kina, ja udam, że się przewrócę i zacznę płakać. Ktoś z mojej klasy do mnie podejdzie, a ja wstanę, i krzyknę PRIMA APRILIS!
A ponieważ nie wiedziałam dokładnie o której kończą, wyszłam o 13 i rzucałam sobie piłkę przed kinem, czekając na nich. Po jakichś 40 min. Zobaczyłam grupkę ludzi m.n. w moim wieku idącą do Grycana. Odbiłam piłkę tak mocno, że poleciała bardzo daleko, a jeden z chłopaków z tamtej grupki poleciał po nią i kopnął ją do mnie, równocześnie razem jego kolegami śmiejąc się, że jest moim rycerzem, i że uratował mi tą piłkę.
Po kilku min. podszedł do mnie znowu, i mówił coś o tym, ze mnie kocha i nazywał mnie Mariusz. Później odszedł, i podbiegły do mnie dziewczyny z 6 klasy z mojej szkoły, i się pytały co takiego ten chłopiec mi zrobił.
Później tego wszystkiego nie ogarniałam do tego stopnia, że nie potrafię tego opisać.
Tu macie mój drugi komiks:

 
Nie patrzcie na ten napis ^
                                                                                            Xenia
                                                                                                                 Czerwińska