Będę trochę nudzić. Nie wiem, ale wiem to, że przez ok. 4 dni nie pisałam, ale działo się strasznie duuuużo... Nawet nie wiem, od czego zacząć. Ja nigdy niczego nie wiem... Piszę to dla zasady, bo normalnie nie byłoby postu przez chyba 2 tyg. Ja nie często mam wenę twórczą, a najczęściej objawia mi się ona podczas powrotów ze szkoły... No, ale muszę wam opowiedzieć, o tych trzech dniach...
Więc... Poszłam z taką Nadią do znajomej, bo musiałyśmy zrobić prezentację o saksofonie i harfie na muzykę. Niny (tej do której szłyśmy) nie było w szkole, bo była chora. No, i dzwonimy do niej z Nadią, a ta mówi, że możemy przychodzić. Przyszłyśmy, i pierwszą godzinę spędziłyśmy chichrając się ze starych zdjęć Niny i znajomych jej starszej siostry. Później wzięłyśmy się za plakat, co zajęło nam chyba 30 min., ale zaraz po tym Nadia uparła się, że możemy zrobić jakiś fajny filmik o saksofonie i harfie. Nie zrobiłyśmy go.
Na następny dzień, jeden chłopak (w szkole) powiedział, że się źle czuje. Po nim zrobiło to jeszcze 9 osób razem ze mną. WSZYSCY BYLI CHORZY. Na 2 ostatnich lekcjach nie było połowy klasy. Ominął mnie niemiecki i WF, hihi...
W sumie myślę, że większość się "ROZCHOROWAŁA", tylko z powodu otoczenia. Kolejnego dnia byłam już zupełnie zdrowa, tylko nie poszłam na basen.
Kolejny dzień, to była sobota. Właściwie nie wiem, czy mogę wam to opowiedzieć, ale jak mam walić z mostu, to co mi szkodzi?
Bo, w ferie byłam na 5-dniowym zimowisku harcerskim (tak, jestem harcerką). Poznałam tam takiego Huberta.
Codziennie dzielono nas za inne drużyny, a ja zawsze byłam z nim w grupie. Nie dzieliliśmy się sami, tylko stawaliśmy wszyscy w szeregu (tam było ok. 40 osób) a druh liczył ty jesteś nr 1, ty 2, ty 3... itd. A później były drużyny jedynek, trójek, piątek itd.
A tak, powracając do historii, to... Chyba się w nim trochę zakochałam... Nie powala on urodą, ale... Chyba sami wiecie, że trudno jest wyjaśnić dlaczego właśnie ON.
Hubert mieszka w Sopocie, tak jak ja. Chodzi do szkoły, która jest na mojej ulicy, ale ja chodzę do innej. Nie wymieniliśmy się żadnymi informacjami (to, do jakiej szkoły chodzi, podsłuchałam). Nie mam nr tel., adresu... NICZEGO! Strasznie tęsknie, a przecież go prawie nie znam... To jest koszmarne!
Zaprosiłam go na zbiórkę mojej drużyny harcerskiej (on nie jest harcerzem) i powiedziałam gdzie i jak.
Miał przyjść właśnie w sobotę. Na zbiórkę... Ale... Go nie było... Ci, którzy przyszli na tą zbiórkę, nieświadomie byli świadkami pęknięcia serca...
To właściwie wszystko, bo dążyłam tylko do tego, żeby opowiedzieć wam o mojej sercowej tragedii...
Xenia
Czerwińska
P.S.Jeżeli ty też miałeś taką sytuację to, proszę, daj mi jakąś radę, jak to przeżyć...