piątek, 13 marca 2015

Klaskadło

Super SIEEEMA!

Dzisiaj było super! Ogólnie ostatnio w mojej szkole panuje taka gra (tak, ja ją wszystkim pokazałam), w której chodzi o klaskanie, i powtarzanie ruchów. Po tym, jak wszystkie dziewczyny obeznały się z grą, postanowiłam powtarzać te ruchy jak najdłużej. Najpierw moim rekordem (bez pomyłek, przerw itd.) było 2 min., później 4:42, a dzisiaj aż 10:20!!! Sama nie wierzyłam w to, bo nigdy nie byłam zbyt sprawna fizycznie, a WF był najgorszą lekcją EVER. Teraz jestem najbardziej zręczną dziewczyną w klasie. Oczywiście mówiąc "zręczną" mam na myśli zręczność dłoni, jeśli tak to można nazwać.

Mój rekord pobiłam przed ostatnią lekcją - basenem. 10-minutowe klaskanie, podnoszenie nóg bez przerwy było dość męczące, a ja jeszcze musiałam pływać ponad 20 basenów. Chociaż w sumie to nie wszystko, bo jeszcze 15 minut drogi do domu.

Dla niektórych to może wydawać się błachostka, ale -uwierzcie mi- moje nogi UMIERAJĄ.

                                                                                                  Xenia
                                                 Czerwińska

środa, 4 marca 2015

Dysk, PUK no i dzień stracony...

Dzisiejszy dzień był po prostu koszmarem. DOSŁOWNYM koszmarem.

Obudziłam się o 6:00 rano, czyli tak jak zawsze. Po wyłączeniu budzika nie chciało mi się wyjść z łóżka, więc postanowiłam posiedzieć w internecie na komórce. Gdy ją włączyłam moim oczom ukazał się napis "Proszę wpisać kod PUK", a ponieważ mi nie za bardzo chce się czytać takie małe napisy, to ja od razu wpisuję PIN. Jednak, po chwili namysłu, po tym jak komórka nadal nie przechodziła do ekranu głównego, postanowiłam przeczytać ten napis. A ponieważ ja swojego PUK-u nie znam, to się zdziwiłam, i olałam. Kiedy już stałam na nogach, zauważyłam coś dziwnego. Mojego psa nie było w pokoju. Ona zwykle śpi ze mną, bo mama zaprowadza ją jak idzie spać. Weszłam do holu sprawdzić, czy tam nie ma Muki. W ciemnościach zobaczyłam małą, leżącą na czymś sylwetkę psa. "To Muka!" pomyślałam. Zawołałam ją, stojąc w miejscu ale - ku mojemu zdziwieniu - sylwetka nie ruszyła nawet palcem. Włączyłam światło, zobaczyłam psa, leżącego na złożonym ręczniku, a obok niej było jeszcze kilka innych ręczników i miska z wodą. Szczerze mówiąc, to nie wiedziałam co robić. Usiadłam obok niej - a ona ciągle leżała i śledziła mnie wzrokiem. Jej oczy wydawały się pełne tęsknoty i ufności. Nie wierzyłam w to, co widzę i parę razy się uszczypnęłam, żeby sprawdzić, czy to nie jest zły sen. Po jakimś czasie siedzenia obok niej, rodzice się obudzili. Mama mi powiedziała, że wczoraj wieczorem jak spałam, Muka jakoś dziwnie pisnęła i nie mogła chodzić. Tata podejrzewał jakąś... Eeeem... Dyskopatię, czy coś w tym stylu. Kiedy masz dyskopatię, nie możesz się ruszać od środka pleców po stopy, bo dysk w kręgosłupie wypada i się przemieszcza. Nie poszłam do szkoły z powodu tego, że mama nie poradziłaby sobie z przewiezieniem psa do weterynarza. Nie mamy normalnego pudełka dla psa, więc wsadziłyśmy ją do dużej torby tak, że wystawała tylko głowa. Jak schodziłyśmy po schodach, Muka strasznie się wierciła. Jak byłyśmy już na dworze, pisnęła, i wyszła sobie spokojnie z torby. TO BYŁO DZIWNE, ale ona chyba sobie jakimś dziwnym cudem sama dysk naprawiła. Teraz nadal jest zaspana, bo całą noc nie spała.
A co do tego PUK-u, to nadal go nie mam, więc zdjęć brak.

                                                                                Xenia
                         Czerwińska
P.S. Na uspokojenie upiekłam sobie ciasteczka z masłem orzechowym, bo jutro siostra wpada na kilka dni. Ogólnie dzisiejszy dzień to klapa...

niedziela, 1 marca 2015

O tym wszystkim, co działo się przez te 4 dni...

Będę trochę nudzić. Nie wiem, ale wiem to, że przez ok. 4 dni nie pisałam, ale działo się strasznie duuuużo... Nawet nie wiem, od czego zacząć. Ja nigdy niczego nie wiem... Piszę to dla zasady, bo normalnie nie byłoby postu przez chyba 2 tyg. Ja nie często mam wenę twórczą, a najczęściej objawia mi się ona podczas powrotów ze szkoły... No, ale muszę wam opowiedzieć, o tych trzech dniach...

Więc... Poszłam z taką Nadią do znajomej, bo musiałyśmy zrobić prezentację o saksofonie i harfie na muzykę. Niny (tej do której szłyśmy) nie było w szkole, bo była chora. No, i dzwonimy do niej z Nadią, a ta mówi, że możemy przychodzić. Przyszłyśmy, i pierwszą godzinę spędziłyśmy chichrając się ze starych zdjęć Niny i znajomych jej starszej siostry. Później wzięłyśmy się za plakat, co zajęło nam chyba 30 min., ale zaraz po tym Nadia uparła się, że możemy zrobić jakiś fajny filmik o saksofonie i harfie. Nie zrobiłyśmy go.
Na następny dzień, jeden chłopak (w szkole) powiedział, że się źle czuje. Po nim zrobiło to jeszcze 9 osób razem ze mną. WSZYSCY BYLI CHORZY. Na 2 ostatnich lekcjach nie było połowy klasy. Ominął mnie niemiecki i WF, hihi... 
W sumie myślę, że większość się "ROZCHOROWAŁA", tylko z powodu otoczenia. Kolejnego dnia byłam już zupełnie zdrowa, tylko nie poszłam na basen.
Kolejny dzień, to była sobota. Właściwie nie wiem, czy mogę wam to opowiedzieć, ale jak mam walić z mostu, to co mi szkodzi?
Bo, w ferie byłam na 5-dniowym zimowisku harcerskim (tak, jestem harcerką). Poznałam tam takiego Huberta. 
Codziennie dzielono nas za inne drużyny, a ja zawsze byłam z nim w grupie. Nie dzieliliśmy się sami, tylko stawaliśmy wszyscy w szeregu (tam było ok. 40 osób) a druh liczył ty jesteś nr 1, ty 2, ty 3... itd. A później były drużyny jedynek, trójek, piątek itd.
A tak, powracając do historii, to... Chyba się w nim trochę zakochałam... Nie powala on urodą, ale... Chyba sami wiecie, że trudno jest wyjaśnić dlaczego właśnie ON.
Hubert mieszka w Sopocie, tak jak ja. Chodzi do szkoły, która jest na mojej ulicy, ale ja chodzę do innej. Nie wymieniliśmy się żadnymi informacjami (to, do jakiej szkoły chodzi, podsłuchałam). Nie mam nr tel., adresu... NICZEGO! Strasznie tęsknie, a przecież go prawie nie znam... To jest koszmarne!
Zaprosiłam go na zbiórkę mojej drużyny harcerskiej (on nie jest harcerzem) i powiedziałam gdzie i jak.
Miał przyjść właśnie w sobotę. Na zbiórkę... Ale... Go nie było... Ci, którzy przyszli na tą zbiórkę, nieświadomie byli świadkami pęknięcia serca... 

To właściwie wszystko, bo dążyłam tylko do tego, żeby opowiedzieć wam o mojej sercowej tragedii...

                                                Xenia
                            Czerwińska
P.S.Jeżeli ty też miałeś taką sytuację to, proszę, daj mi jakąś radę, jak to przeżyć...